jak się uczę języków inaczej?
Co robię inaczej jeśli chodzi o naukę języków?
Cóż, może nie całkowicie inaczej, bo wiele z tych rzeczy może być oczywistych dla kogoś, kto się uczy języków na serio (poligloci się na przykład podobnie uczą), jednak mam wrażenie, że wiele osób podchodzi w inny, bardziej szkolny (i mniej efektywny sposób).
Otóż ja z kolei:
- stawiam na dużo kontaktu z żywym językiem. Słucham, czytam, i to w miarę możliwości prawdziwych rzeczy (a już poziom A2/B1 pozwala na korzystanie z materiałów autentycznych), dzięki temu przyzwyczajam się do naturalnego języka i nabywam intuicji językowej. Również ćwiczę mówienie (nawet do siebie) i pisanie (nawet do szuflady), ponieważ tak właśnie ćwiczy się umiejętności językowe.
- akceptuję to, że robię błędy. Myślę, że nauczyciele przez swoje krytykanctwo wyzwalają w ludziach kompleksy. Tymczasem jeśli jestem początkujący w danym języku, to oczywiste, że będę robić błędy. I część błedów można poprawić, jednak też niekoniecznie wszystkie. Nadmierne poprawianie się i monitorowanie poprawności niszczy flow w języku. Nawet jak znam język dobrze, to też robię w nim błędy, ale i tak jestem do przodu i nie boję się porozumiewać w danym języku. Tymczasem ktoś, kto skupia się na 100% poprawności, może się stresować każdą pomyłką. Co nie znaczy, że nie należy pracować nad poprawnością, jednak raczej chodzi mi o to, że jest czas np. na naukę gramatyki czy poprawianie swoich błędów, i jest czas na ćwiczenie płynności nawet kosztem poprawności.
- nie uczę się wszystkiego, jak leci, selekcjonuję to, co warto się uczyć na danym etapie.
Np. jak otwierasz podręcznik do nauki języka dla początkujących, to bardzo często uczysz się już od pierwszych lekcji o tym, jak nazwać każdą narodowość, każdy kolor, każdy możliwy zawód. A po co?Lepiej się uczyć tego, co ci się przyda na tym etapie. Podstawowe słowa typu "być", "mieć", "robić". Jakieś rzeczy z codziennego życia też jest dobrze ogarnąć na początku. Ale kurczę, niech to będzie "książka", "stół", "woda", "dom", a nie jakieś super szczegółowe rzeczy typu "zszywacz", "stojak na parasole", "dorsz", "spinacz do papieru".
Rozumiecie różnice? Bo wiele autorów podręczników chyba nie rozumie i od początku uczą totalnie wszystkiego, co można znaleźć w domu czy w sklepie. Czyli od początku uczyć się, jak powiedzieć "krewetki" czy "majeranek" albo "dwurzędowy garnitur", bo tak jest w podręczniku.
Przy czym zależy od celów nauki. Jeśli motywacją do nauki jest to, że zamierzasz za chwilę udać się w podróż do kraju, w którym mówi się danym językiem, i lubisz krewetki z majerankiem, to nauka takich rzeczy na poziomie A1 ma sens. Jeśli zamierzasz kupić dwurzędowy garnitur, też warto wiedzieć, o co prosić. Jednak jeśli twoje cele są bardziej ogólne, to nie skupiaj się na samym początku na naukę wszelkich możliwych rzadko używanych słówek. Na to przyjdzie czas później.
No i czasem nauka rzadkich słów, które nie są ci bezpośrednio potrzebne do komunikacji, ma sens edukacyjny. Np. wiedząc, jak się nazywają różne przedmioty w obcym języku, możesz potem robić sobie ćwiczenia typu, że patrzysz po mieszkaniu i mówisz, co widzisz, gramatykę możesz sobie utrwalić, czyli te wszystkie ćwiczenia, że coś wisi na ścianie, kładziesz coś na stole itp. Plus fajnie jest po prostu mieć to poczucie komfortu, że wiesz, jak coś się nazywa w obcym języku.
Jednak - z umiarem.
- rozbijam język na kawałki, analizuję
Np. fascynuje mnie jak wiele słów w niemieckim jest tworzone za pomocą przedrostków (np. auf-, ein-, ver-, er- itp.), które modyfikują znaczenie czasownika. A potem ten czasownik zostanie zamieniony np. na rzeczownik itp.
vor + stellen --> vorstellen -> vorstellen + ung --> Vorstellung
po polsku nawiasem mówiąc mamy podobną analogię:
przed + stawiać --> przedstawiać --> przedstawiać + -enie --> przedstawienie
Ale tu trzeba uważać, bo w wielu przypadkach analogie słowotwórcze w niemieckim są bardzo podobne do polskich, w innych przypadkach nie do końca. Więc nie można tłumaczyć 1:1, bo wtedy łatwo o dziwne kalki.
To sprawia, że w niemieckim jak ogarniesz podstawowe przedrostki i tematy, to już połowa sukcesu, bo duża szansa, że nowe słowa będzie można rozbić na mniejsze słowa, które już znasz (chociaż to też sprawia, że łatwo mogą nam się pomylić słowa).
Po angielsku masz trochę trudniej, bo w angielskim słowa są częściowo germańskie, częściowo pochodzą z francuskiego bądź łaciny, ale są mocno zniekształcone, więc czasem już ciężko zauważyć, skąd pochodzi (jednak etymologię danego słowa można sprawdzić na Wiktionary
- uczę się dla siebie
czyli dla własnej ambicji, a nie, bo ktoś mi każe, nie żeby zdać egzamin, nie dla certyfikatu.
owszem, rozważam np. zrobienie certyfikatu C1 z niemieckiego, jednak jest pewna różnica, że moim celem jest faktycznie osiągnięcie C1 w niemieckim (czyli nabycie praktycznych umiejętności rozumienia czy wypowiadania się w tym języku) i z tego miejsce ewentualnie rozważałbym zrobienie certyfikatu jako pewien challenge, natomiast moim celem nie jest zrobienie certyfikatu, żeby mieć certyfikat.
Myślę, że to ważna różnica, bo obserwuję czasem, że niektórzy chcą zrobić certyfikat, żeby mieć certyfikat, a już mniej im zależy, czy faktycznie na niego zasługują. Tacy ludzie są w stanie zakuwać rzeczy pod certyfikat, a potem mając już ten certyfikat, dalej mają problem z językiem.
Owszem, żeby zrobić certyfikat, trzeba się wykazać jakimiś skillami, tylko, że tacy ludzie się intensywnie uczą i tymczasowo nabywają umiejętności, a potem nie trenują języka i wszystko jak krew w piach.
- uczę się nieliniowo
Niektórzy ludzie się zachowują, jakby języka trzeba było uczyć się w jakiejś ścisłej kolejności. Niekoniecznie. Można się uczyć w kolejności np. takiej jak w podręczniku, ale można w innej. Nie każdy sposób będzie optymalny (ten podręcznikowy też nie) i warto pomyśleć, co się uczyć najpierw, co potem, ale to nie znaczy, że trzeba się tego ściśle trzymać.
Możesz się uczyć od materiałów na wyższym poziomie.
Możesz się uczyć słów niby to podstawowych dopiero później.
Co za tym idzie - nie ma też tak, że jak jesteś na poziomie A2, to musisz znać takie słowa, jak jesteś na poziomie B1, to takie. Chyba, że się uczysz z konkretnego podręcznika ew. stosujesz wytyczne słów np. do chińskiego HSK, gdzie faktycznie masz konkretne słowa do nauki (i potem możesz poszukać materiałów edukacyjnych zgodnie z tym). Ale poziomy A1-C2 wcale nie mówią dokładnie, jakie słowa masz znać. Chociaż jest pewien zdrowy rozsądek. Wiadomo, że słowo "być", "mieć", "robić" będzie trzeba znać już od początku.
No i też nie jest tak, że jest gramatyka na poziomie np. A2 inna, na poziomie B1 inna, na poziomie C1 inna. Pewnie, na wyższym poziomie powinieneś ogólnie znać mocniej gramatykę i bardziej zaawansowane konstrukcje, ale to też nie jest tak, że "to jest gramatyka na poziomie B1, a to jest gramatyka na poziomie C1". Ale znowu, trzeba zastosować zdrowy rozsądek i np. w niemieckim jak najwcześniej trzeba się nauczyć czasu Perfekt, a już Konjunktiv I może poczekać, bo się rzadziej używa.
Comments
Post a Comment